Piotr Siemion: Dziennik roku węża; Wydawnictwo Czarne, 2015
Piotr Siemion: Dziennik roku węża; Wydawnictwo Czarne, 2015
Strona główna / Kultura / Książki / Dziennik roku węża, czyli ironiczny świadek dosyć zwyczajnej epoki

Dziennik roku węża, czyli ironiczny świadek dosyć zwyczajnej epoki

Dziennik Piotra Siemiona czyta się świetnie, co jakiś czas uśmiechając się pod nosem, albo nawet wybuchając śmiechem. Inteligentne poczucie humoru, szczypta ironii i niezbędny do tej mieszanki dystans to przepis na udaną lekturę.

Piotr Siemion: Dziennik roku węża

Wydawnictwo Czarne, 2015

Piotr Siemion to postać występująca na salonach literackich okazjonalnie. W świadomości polskich czytelników zaistniał jako tłumacz m.in. Thomasa Pynchona i autor powieści Niskie łąki z 2000 roku oraz Finimondo z 2004 roku. Dziennik roku węża więc stanowi więc powrót do literatury po 10 latach nieobecności. Czego dowiadujemy się o autorze z kart jego książki? W czasie prowadzenia dziennika jest człowiekiem trochę ponad pięćdziesięcioletnim, czynnym zawodowo prawnikiem. Emigrantem, który powrócił ze Stanów Zjednoczonych na początku nowego stulecia. Wieloletnim pracownikiem korporacji, zarówno amerykańskich, jak i polskich. Rodzicem po przejściach, który ponownie zakłada rodzinę i mierzy się z byciem ojcem od nowa. Erudytą, oczytanym i obytym w kulturze i świecie uciekinierem do podwarszawskiej Radości, który wiedzie życie po trosze sielskie, a po trosze miejskie. Jest też pisarzem, który (miejmy nadzieję) sfinalizuje pomysł na thriller biznesowy, o którym wciąż rozmyśla.

Dziennik Siemiona to rzetelnie prowadzone zapiski z życia codziennego, rejestr spraw różnego kalibru, w którym swe miejsce mają koty autora, zakup pieluch czy remont tarasu. Ale przy okazji otrzymujemy także garść celnych spostrzeżeń na temat naszej współczesności, przemian, jakie zaszły w Polsce po obaleniu komunizmu i tych, które dzieją się teraz.

Szczególne miejsce w książce ma rozwijająca się Warszawa – miasto buzujące, dynamiczne, poszukujące swojej formy. Autor zderza ją ze stolicą lat dziewięćdziesiątych, z miastami, w których żył i bywał wcześniej i z Pragą, do której okresowo podróżuje. Nie wytyka jej prowincjonalności, raczej obserwuje Warszawę z dużą dozą sympatii i ciekawości, choć swój azyl odnalazł rzut kamieniem dalej, w spokojniejszej okolicy.

Siemion jest bacznym obserwatorem polityki (zauważa na przykład raczkujący w 2013 roku ruch Kukiza), biznesu, kultury (wdaje się w polemikę na przykład z Dorotą Masłowską), sztuki, obyczajów i religii.

 

Pisze o swoich przekonaniach, doświadczeniach, cytuje pisarzy i myślicieli, anegdoty, dzieli się wrażeniami z lektur. Szerokie zainteresowania autora pozwalają mu pisać niemal na każdy temat. Dzięki temu kilka razy podczas lektury możemy poczuć się zaskoczeni. Na pewno jednak nie znudzimy się ani na chwilę. Siemion pisze lekko, ze swadą, ironicznie i zwięźle. Puszcza oko do czytelnika, żongluje skojarzeniami, a ćwiczenie myślowe prezentujące Jamesa Bonda jako alternatywę dla Jezusa i chrześcijaństwa to prawdziwa perełka.

Ostrze ironii wymierza także przeciwko sobie, humorystycznie opisuje własną nieprzystawalność do niektórych sytuacji (inna sprawa, czy to niedopasowanie faktyczne, czy zmyślone dla zabawienia czytelnika), analizuje na własnej osobie upływ czasu, czasem kokietuje niewiedzą.

W Dzienniku znajdziemy też poważniejsze tematy z kategorii: autor o życiu i śmierci, ale na szczęście nie są to instrukcje ex cathedra. Siemion umie ustawić się w pozycji bezpiecznego dystansu, nie wylewa żali, nie jest przemądrzały zaciekły ani zgorzkniały – w końcu to jeszcze nie dziennik starego tetryka. To zapis roku z życia niezwykle interesującego człowieka.

Dominika Pawlikowska

Sprawdź także

Dziewczyna

Alona Frankel: „Dziewczyna”, czyli podróż niesentymentalna

Książka Alony Frankel, izraelskiej pisarki polskiego pochodzenia, to kolejna literacka próba zmierzenia się z wojną, …

  • Darkus

    Siemion po stokroć ciekawszy od dzienników innych pisarzy, które ukazały się w zeszłym roku. Mam na myśli na przykład Dehnela, o którym mówiło się dużo więcej w mediach.