Katarzyna Wężyk, Kanada. Ulubiony kraj świata
Katarzyna Wężyk, Kanada. Ulubiony kraj świata, Wydawnictwo Agora, 2017
Strona główna / Kultura / Książki / Katarzyna Wężyk, Kanada. Ulubiony kraj świata [recenzja]

Katarzyna Wężyk, Kanada. Ulubiony kraj świata [recenzja]

Czy da się bez przynudzania opowiedzieć o drugim największym (po Rosji) państwie na świecie, w którym mieszkają najmilsi ludzie na świecie, a słowem-przecinkiem jest tu „przepraszam”? Reportaż Katarzyny Wężyk udowadnia, że tak. Co więcej – pokazuje, że na perfekcyjnie sielankowym obrazku, jakim jest wizerunek Kanady w świecie, gdzieniegdzie łuszczy się farba, spod której wyzierają stare demony.

Sorry, ale są gorsze narodowe stereotypy niż „jesteśmy mili, wielokulturowi, dużo przepraszamy i lubimy hokej”.
[s. 314]

Katarzyna Wężyk, Kanada. Ulubiony kraj świata

Wydawnictwo Agora, 2017

14 opowieści o Kanadzie to przede wszystkim historie ludzi. Otwiera je Justin – nie „jakiś tam Justin”, ale samo bożyszcze kanadyjskiej polityki, premier Justin Trudeau wraz ze swoimi sentymentalnymi przemówieniami, zadeklarowanym feminizmem i wizją wielkiej Kanady. Nazwisko Trudeau (ojca i syna, dwóch premierów Kanady) unosi się z resztą nad całością tej relacji. W ich wydaniu poprawność polityczna, ład i porządek zyskały przystojną twarz przebojowego szefa rządu. Justin Trudeau u progu wielkiej kariery nie zawahał się stoczyć pojedynku na pięści w słusznej sprawie, w jego rządzie obowiązują parytety, a wymiana uścisków dłoni z Donaldem Trumpem stała się hitem YouTube’a.

Do tego należy dodać swoiste poczucie dumy z bycia Kanadyjczykiem w kraju nieobciążonym historią, gdzie katolicyzm świadczy o przynależności kulturowej, nie religijnej, a ekologia, publiczna służba zdrowia i multietniczność stanowią filary państwa. Ludzie są sympatyczni, pomocni i otwarci, a krajobrazy rodem z Ani z Zielonego Wzgórza (tak, autorka dociera także do „domu Ani”) rozciągają się aż po horyzont. Katarzyna Wężyk świetnie oddaje nie tylko wizję Kanady jako kraju sytości i dobrobytu, ale także naświetla różnorodność poszczególnych prowincji, które zawarły niegdyś polityczne małżeństwo z rozsądku. Kluczem do współczesnego sukcesu państwa staje się współistnienie.

Zamiast jednak umacniać senny obraz kanadyjskiej sielanki, autorka mówi: sprawdzam. I rusza w podróż po kraju (albo raczej: jego najbardziej reprezentatywnej części). Wizerunkowi Kanady ekologicznej przeciwstawia zakłady obróbki piasków bitumicznych, której widok przywodzi na myśl Mordor albo filmy post-apo. Otwarcie na imigrantów i, w gruncie rzeczy dobrze pomyślaną polityką przyjmowania uchodźców, konfrontuje z mroczną historią zorganizowanego i brutalnego wynaradawiania rdzennej ludności, Pierwszych Narodów (nie Indian, to określenie nacechowane rasistowsko). Ciągnący się latami proceder po dziś dzień odciska piętno na lokalnych społecznościach, o czym także pisze autorka. Spokój i umiarkowanie Quebecu zderza zaś bizantyjskim przepychem domów chińskich multimilionerów i Ultra Rich Asian Girls of Vancouver.

Wężyk sprawnie łączy narracje historyczną i współczesną, polityczne idee z życiową praktyką, historie zwykłych ludzi i tych z pierwszych stron gazet. Dodaje anegdoty, np. o kochliwości Trudeau seniora, i lokalne smaczki, jak policja językowa czy taksówkarze-lekarze w Quebecu albo dykteryjki: jeśli w Manitobie ucieknie ci pies, widzisz jak biegnie jeszcze przez trzy dni (w nawiązaniu do płaskiego krajobrazu prowincji). Relację z podróży po takiej Kanadzie czyta się bez poczucia znużenia, za to z przekonaniem o dotknięciu fenomenu kraju syropu i klonowego liścia.

„Kanada” Katarzyny Wężyk to dynamiczne, błyskotliwie napisane reportaże napisane z dużą dozą humoru i ironii. Wydaje się, że odkrywanie mniej oficjalnej twarzy tego miejsca przyniosło autorce sporo zawodowej frajdy i to uczucie przenosi się na czytelnika.

Dominika Pawlikowska

Sprawdź także

Marcin Wójcik, Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu

Bez tabu: Marcin Wójcik, Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu

Książka Marcina Wójcika to zaskakująco wyważona opowieść o tym, o czym albo się nie mówi …