By Rose Robin (Flickr) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Dzień, w którym umarł grunge

Zrodzony w strugach deszczu, „brudny” dźwięk muzyki Seattle do dziś dzień uznawany jest za jeden z najważniejszych gatunków współczesnej muzyki. Grunge, którego początków możemy doszukiwać się już w połowie lat 80. XX wieku, swoją szczytową popularność osiągnął w latach 90. Do dziś inspiruje i zachwyca prostotą wyrazu oraz wyrazistym brzmieniem. Bez wątpienia twarzą grunge’u jest Kurt Cobain, a wraz z jego śmiercią skończyła się także epoka brudnego grania.

Grunge – Początek nowej fali

Wszystko zaczęło się w latach 80., kiedy to deszczowe miasto stanu Waszyngton pogrążyło się w kryzysie gospodarczym. Odcięci od świata komercji, młodzi muzycy nie musieli poddawać się narzuconym przez wielkie wytwórnie modelem brzmienia. Dlatego też, w odizolowaniu od ogarniającej Stany Zjednoczone kultury pop, muzycy z Seattle dawali wyraz swoim uczuciom oraz nastrojom poprzez mocne gitarowe brzmienie zainspirowane sceną punk rockową, ale też indie rockiem czy heavy metalem. Wyróżnikiem grunge’u były zniekształcone brzmienia gitar, punkowe, brudne, surowe melodie i wyrazisty, przytłaczający przekaz. Inspirację dla pierwszych zespołów grungowych stanowiły takie zespoły jak, Pixies, Sonic Youth, czy Black Sabbath.

Sam Kurt Cobain przyznał, że to właśnie grupa Pixies miała niezwykle istotny wpływ na brzmienie jego zespołu . Zanim jednak pojawiła się Nirvana, na grungowej scenie triumfy święcili Soundgarden czy Green River. Między innymi to właśnie za ich sprawą zjawisku muzyki grunge zaczęły przyglądać się zagraniczne media, dzięki którym do Seattle zaczęły ściągać rzesze fanów nowego brzmienia oraz setki aspirujących artystów, którym mimo wielu starań często nie udało się osiągnąć zamierzonego celu.

Czas wielkiej Nirvany

Początek lat 90. to czas wielkich sukcesów dla przedstawicieli muzyki grunge. Już pod koniec lat 80. zespoły Soundgarden i Alice in Chains podpisały swoje pierwsze kontrakt z wielką wytwórnią płytową. W 1991 roku wyszła kultowa płyta Pearl Jam Ten. Jednak miesiąc później w muzyce nastąpił całkowity przewrót. Płyta Nevermind z jednym z największych hitów Smels like teen spirit nie tylko zwróciła uwagę muzycznego świata na Seattle, ale i na zawsze zdefiniowała grunge. A teledysk do utworu zdominował muzyczną (wówczas) stację MTV. Posępne, niekiedy szokujące teksty, bezkompromisowe brzmienia, bunt przeciwko komercjalizacji świata i mainestreamowi  stały się wyróżnikami zespołu. Z dnia na dzień obowiązkowymi atrybutami każdego fana muzyki stały się plecak typu kostka, ciężkie buty, długie włosy i zbyt duży, rozciągnięty sweter.

Trzecia płyta zespołu (przed Nevermind Nirvana nagrała album Bleach), czyli In Utero także okazała się sukcesem. Wprawdzie nie znalazł się na niej kolejny hymn na miarę Smells like teen spirit ale Heart-Shaped Box, obrazoburcze Rape me czy posępne Dumb All apologies wyznaczały wysoki poziom całej płyty.

Rosnąca sława zespołu szła w parze z coraz większymi problemami Cobaina. Uzależnienie od heroiny i nieudany odwyk znalazły swój smutny finał 5 kwietnia 1994 roku, kiedy to Cobain odebrał sobie życie dołączając tym samym do słynnego „klubu 27” (artystów, którzy zmarli w wieku 27 lat, jak Jimi Hendrix, Janis Joplin, Jim Morrison, a także Amy Winehouse). Po dziś dzień żywa jest teoria spiskowa o rzekomym zleceniu zabójstwa artysty przez jego żonę, Courtney Love. Nico mniej popularna spekulacja dotyczy Dave’a Grohla (perkusisty Nirvany), który miał mieć udział w tej śmierci.

Pożegnaniem z fanami była ostatnia płyta wydana już po śmierci wokalisty i rozpadzie zespołu, czyli MTV Unplugged in New York. Koncert bez prądu wyróżniało stonowane, spokojne brzmienie połączone z przejmującymi wykonaniami kolejnych utworów zarówno własnych, jak i coverów (m.in. świetny The Man Who Sold the World Davida Bowiego). Płyta sprzedała się w oficjalnym nakładzie 16 milionów sztuk.

Spadek popularności

Rok 1994 i śmierć Kurta Cobaina zapoczątkowały powolny upadek gatunku. W tym samym roku swoją trasę koncertową odwołała również grupa Pearl Jam, a w 96 i 97 roku koniec swojej kariery ogłosiły takie zespoły jak Alice in Chains oraz Soundgareden.

Dave Grohl, niezwykle utalentowany multiinstrumentalista i wokalista, założył istniejący do dziś zespół Foo Fighters, jednak utwory grupy są dość dalekie od twórczości Nirvany: bardziej przebojowe, komercyjne, radosne. Tym samym Dave w sposób udany kontynuuje muzyczną przygodę nie będąc posądzanym o tworzenie reinkarnacji Nirvany ani odcinanie kuponów od dawnej sławy.

Po dziś ogromną popularnością cieszy się także inny gigant grunge’u – Pearl Jam, który nadal ściąga na swe koncerty rzesze fanów. Do Seattle nadal przybywają tysiące młodych muzyków pragnących zainspirować się niezwykłym miejscem, które dało początek nie tylko tej wyjątkowej muzyce, ale również całej nowej subkulturze.

KZI/DOP

 

 

Sprawdź także

Chris Cornell nie żyje

Chris Cornell nie żyje. Wokalista Soundgarden i Audioslave miał 52 lata

Światowe agencje informacyjne obiegła właśnie informacja o śmierci Chrisa Cornella, muzyka kojarzonego przede wszystkim ze …