Strona główna / Kultura / Teatr / Po prostu Boska!
Boska Krystyna Janda w teatrze
Fenomenalna Krystyna Janda W spektaklu "Boska" | fot.: Robert Jaworski, Teatr Polonia

Po prostu Boska!

O spektaklu Boska – sztandarowej sztuce Teatru Polonia, można powiedzieć wiele: świetnie zagrana, z energią i doskonałym humorem, które udzielają się widzom. Florence Foster Jenkins, w którą wcieliła się Krystyna Janda, nieustannie bawi stołeczną publiczność od premiery przedstawienia 27 kwietnia 2007 roku. I za każdym razem dostaje owację na stojąco. Boska jest inspirowana prawdziwą historią – tyleż zabawną, co nieprawdopodobną. Wkrótce upomni się też o nią wielkie kino.

Florence Foster Jenkins to autentyczna postać – amerykańska śpiewaczka operowa, która… w ogóle nie potrafiła śpiewać, przez co nazywano ją sopranem wyślizgującej się skali, albo po prostu: najgorszą śpiewaczką świata. Mimo ewidentnego braku słuchu muzycznego, zapełniała najsłynniejsze sale koncertowe. Urodzona w 1868 roku w Pensylwanii jako córka zamożnego bankiera, dzięki spadkowi po ojcu mogła realizować swoją największą pasję, jaką był śpiew. Chętnie sięgała po klasyków: Mozarta, Verdiego, Straussa i Brahmsa.

Nie ma wątpliwości – w swoich występach myliła rytm i zwyczajnie nie potrafiła udźwignąć ciężaru arii operowych, jednak publiczność po pewnym czasie zachwyciła się specyficzną formą rozrywki, jakiej dostarczała jej Jenkins. Starsza pani (szczyt jej popularności przypadał na lata 30. i 40. XX wieku) uwielbiała ponadto przebieranki – bez cienia skrępowania zakładała strój tyrolskiej pasterki albo aniołka. Jej egzaltacja i zaangażowanie nie były pozą, a raczej towarzyszyły przekonaniu o swoim niepowtarzalnym talencie. Zdawała się więc zupełnie nie zauważać salw śmiechu swojej widowni.

Jej mottem było:

Ludzie mogą mówić, że nie umiem śpiewać, ale nikt nigdy nie powie, że nie śpiewałam.

Mimo, że lwią część występów finansowała z własnej kieszeni, umiejętnie podsycała zainteresowanie swoją osobą, na koncert można się było dostać jedynie za zaproszeniem.

Szczytowym osiągnięciem w tej niesamowitej historii był występ divy w Carnegie Hall w 1944 roku, na który bilety wyprzedano niemal na pniu. Niedługo potem Florence Jenkins, kolorowy ptak nowojorskiej sceny operowej, zmarła. Co ciekawe, jej płyty ciągle się sprzedają.

Na kanwie niezwykłego życiorysu powstała między innymi sztuka Glorious Petera Quiltera, po którą sięgnęła Krystyna Janda. Jej wersja nowojorskiej ekscentryczki to kreacja iskrząca humorem i aktorską werwą. Jandzie partnerują: Maciej Stuhr (jako pianista i akompaniator Cosmo), Wiktor Zborowski, Anna Iberszer, Krystyna Tkacz i Ewa Telega. Publiczność, po ponad 200 występach genialnie fałszującej aktorki, nadal nie ma dość spektaklu, który jest uniwersalną opowieścią o realizacji marzeń i walce o własne szczęście.

Oczywiście kwestią czasu było zaadaptowanie scenariusza, który napisało samo życie, na światową produkcję. W sierpniu w roli Boskiej Florence zobaczymy samą Meryl Streep z Hugh Grantem u swego boku. Niestrudzonym akompaniatorem będzie Simon Helberg, miłośnikom seriali znany z roli Howarda Joela Wolowitz’a z The Big Bang Theory. 

Zanim jednak ruszymy do kin aby podziwiać Meryl Streep, warto zarezerwować bilet także w Polonii. Dobra zabawa gwarantowana.

plinq

Sprawdź także

Książki pisane przez celebrytów

Jerzy Iwaszkiewicz: Gwiazdy nie mają co robić, to się biorą za pisanie książek

Nie wiem, kto czyta książki, ale piszą je wszyscy – mówi Jerzy Iwaszkiewicz. Dziennikarz krytycznie …