Strona główna / Styl życia / Podróże / Rodos – w krainie boga Słońca

Rodos – w krainie boga Słońca

Zatoka Anthony'ego Quinna to jedno z najbardziej malowniczych miejsc na Rodos |fot.: Fotolia

Grecja jest jednym z najpopularniejszych kierunków wakacyjnych wypraw. Słońce, wino, wspaniałe plaże, serdeczni ludzie i, przede wszystkim, przepyszne jedzenie. Wszystkim zwolennikom urlopu w takiej wersji warto polecić Rodos, wyspę, na której słońce operuje przez 300 dni w roku.

Pierwsze wrażenie? Gorąco. Nie pomaga nawet morska bryza. W szczycie sezonu temperatury dochodzą do 40 stopni Celsjusza, od września są nieco niższe, ale upały nadal nie odpuszczają. Woda ma około 25-28 stopni. Nie pada. Pora deszczowa przypada na listopad, grudzień i styczeń. Zimą temperatura spada do 6 kresek na plusie. Pogoda jest więc stabilna.

Zwiedzanie Rodos

Najbardziej atrakcyjną częścią Rodos jest północna część wyspy razem ze stolicą o takiej samej nazwie. Tamtejsza starówka jest naprawdę wiekowa – odrestaurowane zabytki pochodzą z czasów sprzed naszej ery. Mury miejskie zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Rodos to bez wątpienia najbardziej atrakcyjne turystycznie miasto na wyspie: ma plaże, zabytki (z Pałacem Wielkich Mistrzów na czele), wspaniałe restauracje, port, w którym cumują jachty milionerów. W ogóle zachód słońca w porcie Mandraki to jeden z najwspanialszych widoków Rodos. Nad wejściem do niego górował niegdyś Kolos Rodyjski – zaliczający się do siedmiu cudów starożytnego świata.

Jeśli nie chcemy jedynie zwiedzać zabytków, których jest tu co niemiara, warto poczuć atmosferę miasta przechadzając się wąskimi uliczkami stolicy. Spotkamy tam mnóstwo bezpańskich kotów leniwie wygrzewających się w słońcu.

Rodos - Plac Hipokratesa
Rodos – Plac Hipokratesa nocą | fot.: Fotolia
Wejście do portu w Rodos | fot.: Fotolia
Wejście do portu w Rodos – według tradycji to tu stał Kolos | fot.: Fotolia

Poza stolicą

Na pewno trzeba zarezerwować kilka dni aby pojeździć po wyspie, która ma zaledwie 1,4 tys. km kwadratowych i jest długa na niecałe 80 kilometrów. Wypożyczalni samochodów jest bez liku, korzystnie jest porównać ich oferty przed podjęciem decyzji – standardowo najdroższe są te w hotelach.

Kto lubi kitesurfing, powinien zajrzeć do Prasonisi na południu wyspy. To „odkryte” przez Polaków miejsce stanowi idealne miejsce do ćwiczeń zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych – a wszystko dzięki wodom Morza Egejskiego i Śródziemnego, które łączą się w okolicy tego przylądka. Imprezowicze odnajdą się w stolicy czy w Faliraki, które przypomina hiszpańskie Costa Brava. W Faliraki jest też plaża dla nudystów. Ci, którzy poszukują ciszy i spokoju, mogą zamieszkać na przykład w hotelikach przy malowniczej Zatoce Anthony’ego Quinna (tak, tego aktora – zatoka była plenerem w filmie „Działa Nawarony”) albo w pięknym Lindos, nad którym góruje Akropol.

Miłośnicy wina pojadą do usytułowanej u podnóża góry Embony, która słynie z winiarstwa, ale i dobrego jedzenia. Tym, którzy mają dość skwaru, polecamy Epta Piges, czyli Siedem Źródeł – strumień zbudowany do nawadniania wyspy. Trasa wycieczki prowadzi wśród bujnej roślinności, przy szumie wody i krzyku dziko żyjących pawi. Bardzo przyjemną odskocznią od lejącego się żaru z nieba jest też Dolina Motyli. Miejsce jest najbardziej atrakcyjne w lipcu i sierpniu, po  wakacjach motyle odlatują. Nazwa jest jednak nieco na wyrost – w dolinie gromadzi się bowiem jeden rodzaj owada – niedźwiedziówka strojnisia, która na dodatek jest czarno-czerwoną ćmą. Nie zmienia to faktu, że zdecydowanie warto go zobaczyć (pod żadnym pozorem nie można zmuszać motyli do wzbicia się w powietrze, nawet jeśli przez to będziemy mieć gorsze zdjęcia).

Jeśli chodzi o plaże, to jedną z najbardziej urokliwych jest piaszczysta Tsambika, pięknie jest też w okolicach Faliraki, Ladiko,  Lindos. Popularna Zatoka Anthony’ego Quinna też ma plaże, są one jednak kamieniste. Popytajmy mieszkańców wyspy o te mniej oblegane, na pewno coś polecą.

Niemal każda miejscowość ma coś do zaproponowania turystom, ot choćby wspaniałe widoki, zabytki sakralne czy niewielkie lokalne knajpki.

Godna uwagi jest też podróż do nieodległej Turcji (trzeba mieć paszport) lub na jedną z sąsiednich wysp.

W poszukiwaniu smaku

Grecy nie jedzą śniadań – ta smutna prawda znajdzie odbicie w niejednym menu hotelowym. Zamiast pysznych lokalnych przysmaków znajdziecie tam często to, co jedzą Niemcy i Brytyjczycy – fasolkę, smażony bekon, jajka, parówki, owoce z puszki i musli. Jedyne, co nas ratowało to lekko kwaśne naleśniki z wyrobem nutellopodobnym. Kwaśne, bo na bazie maślanki, ale całkiem dobre. Pozostałe posiłki w ciągu dnia zależą już od specyfiki hotelu i narodowości odwiedzających. W poszukiwaniu prawdziwego greckiego jedzenia trzeba się więc wybrać w głąb wyspy. A jak poznać dobrą tawernę? Na pewno nie po tłumie turystów i „naganiaczy” na ulicach. Możemy poradzić się jakiegoś tubylca, albo – jeszcze lepiej – samodzielnie poszukać wartościowego miejsca. Dlatego warto wypożyczyć samochód (koniecznie z klimatyzacją) i zdać się na swój instynkt łowcy.

37 kilometrów od stolicy znajduje się wioska Malona (administracyjnie gmina Archangelos), licząca trochę ponad tysiąc mieszkańców. Otoczona bujnymi gajami oliwnymi, senna i trochę na uboczu. I tam była nasza tawerna. Cechy charakterystyczne: stoliki przykryte ceratą, żadnych turystów, cementowa podłoga, którą właściciel pieczołowicie zmywał za pomocą szlaucha. W środku nie było menu. Kucharz zapytał co lubimy, a potem zaczął przynosić to, co akurat ugotował. Albo częstował daniami przyniesionymi przez jego matkę lub żonę. Stołowaliśmy się u niego przez cały pobyt, a kalmary czy mini pączki ze słodkim kremem długo jeszcze śniły się po nocach. Ceny? Koszt obiadu składającego się z przystawki (np. sałatka grecka), pysznej kawy (ale bez mleka, i koniec), dania głównego (np. kalmary ze smażonymi ziemniakami i surówką), wody do picia i deseru w postaci patery z pysznymi owocami, czasem z jakimiś dodatkowymi słodyczami, to około 50 złotych od osoby. Taniej niż nad polskim morzem. Leniwa grecka atmosfera, pogaduszki z tubylcami umilającymi czas oczekiwania na jedzenie (po angielsku idzie się dogadać) – gratis. Cafe Stefanos zasługuje na wszelkie pochwały.

Co na pamiątkę?

Smakosze docenią wspaniałą oliwę i oliwki oraz fetę. Na Rodos jest też wyborny miód (np. pomarańczowy albo rozmarynowy), który można kupić w małych słoikach i obdarować bliskich po powrocie. Oprócz tego słynne ouzo, czyli anyżówka oraz wino z Embony. Sympatyczną pamiątką będą mydła z oliwy lub naturalne gąbki (podobno najlepsze są z  wyspy Symi). Bardzo efektowne jest też lokalne rękodzieło. Na drodze z Rodos do Lindos napotkamy mnóstwo warsztatów ceramicznych. Wszelkie naczynia trzeba jednak solidnie owinąć, np. ręcznikami, żeby przetrwały podróż do kraju.

Dominika Pawlikowska

Sprawdź także

dziecko na plaży

Podróżowanie w ciąży lub z maleńkim dzieckiem – nie daj się zwariować

Sezon urlopowy trwa w najlepsze. Niektóre przyszłe i świeżo upieczone mamy rezygnują jednak z jego …

  • Joanna

    Piękne miejsce, choć coraz więcej w nim turystów