Strona główna / Technologia / Motoryzacja / Ben Collins (Stig): nie czuję strachu
Stig nie czuje strachu
Przez osiem lat był anonimowym, wyścigowym kierowcą w białym kombinezonie - znanym całemu światu, jako tajemniczy Stig z programu Top Gear | fot.: materiał partnera zewnętrznego

Ben Collins (Stig): nie czuję strachu

To bez wątpienia wyjątkowa postać. Przez osiem lat był anonimowym, wyścigowym kierowcą w białym kombinezonie – znanym całemu światu, jako tajemniczy Stig z programu Top Gear. Dokonał niewyobrażalnych czynów za kierownicą, jako kaskader w kilkunastu filmowych superprodukcjach, jak „James Bond” czy „Szybcy i Wściekli”. Z doświadczonym, 41-letnim kierowcą wyścigowym z Wielkiej Brytanii, Benem Collinsem – rozmawiamy o wielkich prędkościach, spektakularnych pościgach, jak stać się dobrym kierowcą oraz o tym, jak jeździ się Lexusami RC F i GS F na Torze Poznań.

– Lepiej być Bondem czy Stigiem?

– Wspaniale być jednym i drugim. Jestem szczęściarzem, bo miałem taką okazję. Pracowałem przy trzech filmach o Bondzie i kocham każdą z chwil, spędzonych na planie tej serii. Wielkie filmy to wielkie budżety, dostajesz zatem więcej drogich zabawek. Oczywiście, nie byłem Jamesem Bondem, a jedynie kierownicą, odpowiedzialnym za sceny kaskaderskie z udziałem superagenta. Rola Stiga to także wyjątkowy czas w moim życiu, a zarazem trudny – być znaną postacią przez osiem lat, a jednocześnie pozostawać całkowicie anonimowym. Obie te role miały swoje zalety, były fantastycznymi doświadczeniami, a przede wszystkim – wiązały się z bardzo ostrą jazdą, a właśnie ją lubię najbardziej.

– Najtrudniejsza scena za kierownicą, jaką kiedykolwiek musiałeś zrobić w filmie?

– To było w Szybkich i Wściekłych 6. Musieliśmy driftować dwoma samochodami – tuż obok siebie, z bardzo dużą prędkością – na Picadilly Circus, w samym sercu Londynu. To wymagało ogromnej koncentracji, bo na chodnikach zgromadziły się tłumy. Ekipa kontrolowała ludzi, my musieliśmy się skupić na prowadzeniu samochodów. To było naprawdę ekscytujące.

– Czujesz czasem strach?

– Nigdy. Czasami to problem, bo przecież trzeba mieć zdrowy rozsądek. Doświadczenie nauczyło mnie, kiedy być ostrożnym. Gdy miałem 5 lat, rozbiłem się na płocie małym ciągnikiem John Deere. Myślałem, że umiem go prowadzić, ale miałem za krótkie nogi, by dosięgnąć nimi hamulca. Jako nastolatek, wciąż nie miałem pojęcia jak łatwo można spowodować wypadek, byłem beznadziejny i całkowicie nieodpowiedzialny. Zaliczyłem kilka kraks. Uczyłem się, popełniając głupie błędy. Dlatego napisałem książkę: „Jak prowadzić”. Chciałem podzielić się tym, czego się nauczyłem od takich idiotów jak ja, ale też od mądrych ludzi, by pomóc innym stać się lepszymi kierowcami.

– A zatem, jak prowadzić?

– Patrzeć daleko przed siebie. Większość kierowców obserwuje tylko to, co się dzieje przed maską. W ten sposób, nigdy nie zobaczą co się za chwilę wydarzy. To może oznaczać, że uderzy w nich rozpędzony autobus, na drogę wybiegnie pies… Naucz się obserwować otaczający cię świat i łagodnie traktować samochód. Mnóstwo ludzi tego nie robi. Gdy masz szeroko otwarte oczy i gładko prowadzisz – zaoszczędzisz paliwo i z pewnością się nie rozbijesz. Perfekcyjnym kierowcą staniesz się wtedy, gdy zrozumiesz, że nigdy się wszystkiego nie nauczysz.

– Najlepsze, najłatwiejsze i najtrudniejsze do opanowania samochody z jakimi miałeś do czynienia?

– Do najłatwiejszych i najlepszych zaliczam Ferrari 458 i F40, Porsche Carrerę GT, a także Lexusa LFA. Wśród najtrudniejszych na pierwszym miejscu jest Koenigsegg, miałem z nim dużo przygód i zabawy, bo jest bardzo narowistym samochodem.

– Na Torze Poznań, podczas imprezy Lexus Driving Emotions, jeździłeś modelem RC F. 

– Jest wyjątkowy. To czysta tradycja. Wciąż używają tu wolnossącego silnika V8, a wielu producentów już od tego ucieka w stronę turbo i rozbudowanej elektroniki, która ma kontrolować dosłownie wszystko. Duże wrażenie robi również to, że Lexus, który jest pionierem w technologii hybrydowej i pracuje nad oszczędnością silników, nie rezygnuje z tradycyjnych wartości i trzyma się produkcji takich sportowych silników. Mam nadzieję, że to się nie zmieni.

W RC F-ie piękne jest to, że słyszysz wyjątkowe brzmienie ośmiu cylindrów i możesz odłączyć kontrolę trakcji, a także kontrolować stopień w jakim w twoją jazdę zaingeruje komputer, dozując przyjemność z jazdy. Uwielbiam go, uważam że to lider w tej klasie.

– Łatwo go opanować?

Jest bardzo łatwy w prowadzeniu, ma duży zapas przyczepności i jest dość łagodny. Zawieszenie pozwala wyczuć, jakie ma zamiary. Nawet gdy dotrzesz do granicy przyczepności opon, on wciąż z tobą współpracuje. Najważniejsze, że cały czas czujesz przez kierownicę, co w danym momencie się dzieje. Wiele samochodów z elektrycznym wspomaganiem nie daje na ten temat żadnych informacji, ma „martwy” układ kierowniczy. Niezależnie, czy masz doświadczenie jak ja – albo nigdy przedtem nie prowadziłeś takiego samochodu – najwięcej informacji przechodzi przez kierownicę. Lexus RC F naprawdę dobrze współpracuje z kierowcą.

– Na Torze Poznań jeździłeś nim u boku polskiej zawodniczki…

– Za kierownicą dwóch Lexusów RC F ścigaliśmy się z Klaudią Podkalicką. Mój był oczywiście biały. Klaudia jechała czarnym, bo jest szalona na torze. Prezentowaliśmy maksymalne możliwości naszych samochodów. Jazda wymagała dużej precyzji, bo ścigaliśmy się w niewielkiej odległości, pędząc w poślizgu klamka w klamkę i zderzak w zderzak.

– Jak opisałbyś różnice między Lexusami RC F i GS F?

– Właściwie ich nie ma – poza faktem, że ten drugi ma czworo drzwi. Różnice w ich zachowaniu są tak małe, że nie poczujesz ich – nawet, gdy maksymalnie dociśniesz oba te auta na torze. Gdybyś posadził mnie za kierownicą jednego z nich z opaską na oczach, nie jestem pewien czy byłbym w stanie je odróżnić.

– Co byłemu Stigowi najbardziej przypadło do gustu za kierownicą tych samochodów?

– Automatyczna skrzynia. Bardzo bezpośrednia, nie muszę z nią walczyć, by wybrać bieg którego chcę. Pod tym względem jest naprawdę świetna. Wiem, że bardzo trudno skalibrować system sterowania biegami. Naszymi Lexusami ścigaliśmy się przez pięć dni, koło przy kole, na wysokich obrotach, korzystając z pełnej mocy silników i hamulców, a skrzynie biegów okazały się całkowicie bezbłędne. To robi wrażenie.

– Najlepszy Lexus?

– Oczywiście LFA. Jego silnik V10 jest fenomenalny, bardzo mocny i ma niesamowite brzmienie. Kiedy go prowadziłem pierwszy raz, nie mogłem w to uwierzyć. Tęsknię za nim. Sekretem sukcesu tych samochodów jest to, że są praktyczne w codziennym użytkowaniu, pozwalając przeżyć prawdziwie sportowe emocje.

– Dziękuję za rozmowę.

Materiał partnera zewnętrznego

Sprawdź także

Audi Q5

SUV-y z 200-konnymi silnikami

Popularność SUV-ów rośnie na całym świecie. Również dane płynące z polskiego rynku pokazują, że ten …

  • kkkk

    Stig to świetny kierowca, był siłą Top Geara