Erhard Loretan: Ryczące ośmiotysięczniki
Jean Ammann, Erhard Loretan: Ryczące ośmiotysięczniki Przełożyła Maria Zawadzka-Strączek, Wydawnictwo Agora, Warszawa, 2019 | fot.: Kreatywna.pl
Strona główna / Kultura / Książki / Erhard Zwycięzca [Erhard Loretan, Ryczące ośmiotysięczniki]

Erhard Zwycięzca [Erhard Loretan, Ryczące ośmiotysięczniki]

Podobno wspinał się, jak nikt inny. A ponadto był osobowością barwną i magnetyczną. Potrafił mówić zarówno o pasji zdobywania gór, jak i grozie obcowania ze śmiercią. Z tych opowieści utkana jest jego niesamowita autobiografia.

Jean Ammann, Erhard Loretan: Ryczące ośmiotysięczniki

Przełożyła Maria Zawadzka-Strączek

Wydawnictwo Agora, Warszawa, 2019

Loretan stał się sławny, ale nigdy nie pozwolił uczynić z siebie górskiego celebryty. Kolokwialnie mówiąc – robił swoje. Jego dokonania mówią za siebie: w 1986 roku wszedł na 38 szczytów w ciągu 19 dni, a kilka lat później zdobył 13 północnych ścian Alp Berneńskich w 13 dni. Wraz z Wojciechem Kurtyką był prekursorem wspinania w stylu alpejskim.

Był także trzecim w historii zdobywcą Korony Himalajów i Karakorum. Gdy ucichły już mitycznego echa pojedynku Messner-Kukuczka, Loretan mógł wspinać się spokojnie i bez presji na kolejne szczyty ośmiotysięczników. Według jego opowieści dopiero w momencie, w którym spotkał się z Benoitem Chamoux na Kanczendzondze, poczuł chęć rywalizacji. To po zdobyciu świętej góry Szwajcar przeszedł do historii, Francuz natomiast zaginął niedaleko od swojego 14. szczytu. Ta tragedia przykuła uwagę zarówno do Loretana, poruszającego się dotąd względnie z daleka od mediów, jak na nowo do samego zdobywania Korony Himalajów i Karakorum. Pokazała też dobitnie, jak zabójcza w tym sporcie potrafi być presja sukcesu. Na szczęście skromny cieśla, za jakiego uważał się Szwajcar, wolał pozostać anonimowy, a tym samym realizować jedynie własne ambicje.

Oszukiwanie śmierci

Loretan – jak każdy himalaista, wiele razy otarł się o śmierć. W Ryczących ośmiotysięcznikach zazwyczaj nie poświęca jej zbyt wiele uwagi. Zdaje się kpić z niebezpieczeństwa, lekceważy zalecenia medyków, oszukuje statystyki. Wydaje się górskim bogiem, wciąż przesuwającym granice ludzkich możliwości. Nie znaczy to jednak, że jest obojętny na dramaty górskie albo że ignoruje zagrożenia. Fragment książki o największym chyba ciężarze dotyczy fatalnych konsekwencji wspinaczki na Czo Oju.

Potrzebowałem godziny, by odnaleźć Pierre’a-Alaina. Wołałem go przekonany, że mam przed sobą tylko ciało, z którego uszło życie. Nagle jednak to ciało jęknęło. Myślałem, że niebo runie mi na głowę. Znajdowaliśmy się na wysokości 6500 metrów, a Pierre-Alain połamał sobie wszystkie kończyny, miał złamania otwarte biodra i ramienia. […] Co zrobić, żeby oszukać rozpacz? [Ryczące ośmiotysięczniki, s. 169]

W końcu śmierć zapukała i do jego drzwi. Najpierw sam Loretan przyczynił się do śmierci własnego dziecka, wówczas siedmiomiesięcznego. Maluch zmarł w efekcie potrząsania przez himalaistę. Potworne poczucie winy towarzyszyło mu aż do własnej śmierci, która upomniała się o niego w dniu 52. urodzin. Wspinacz w swych wspomnieniach przytaczał kilkukrotnie opowieści o śmiałkach, którzy giną czy odnoszą druzgocące kontuzje w na pozór banalnych sytuacjach. Chichot historii odezwał się i w tym przypadku – wielki Loretan zginął podczas wspinaczki na niezbyt wymagający czterotysięcznik – Grünhorn.

Unikalna historia

Kilka słów warto poświęcić samej książce: przede wszystkim powstała jako efekt współpracy z dziennikarzem, co skutkuje sprawnym językiem, dynamiczną opowieścią, ale i lapidarnymi złotymi myślami ujętymi w zgrabny sposób. Przykład?

Marzenia nie umierają: wysychają, rogowaceją, liofilizują się, ale wystarczy zalać je odrobiną entuzjazmu, by odzyskały dawną objętość i smak. [Ryczące ośmiotysięczniki, s. 122]

Historia Loretana wciąga swym językiem choć nie ma w niej zbyt wielu momentów trzymających w napięciu, ani szczególnie barwnych anegdot czy poetyckich uwzniośleń. Jest niezwykle szczegółowa, zapewne dzięki skrupulatnym notatkom samego Loretana. Połączenie tych elementów daje wrażenie uczestnictwa w wydarzeniach. A brak dłużyzn dodatkowo nadaje dynamizmu. Dodatkową atrakcją są tu wtręty, opowieści bliskich Loretana albo ciekawe wnioski dotyczące idei wspinania czy specyfiki himalaizmu w ogóle. Co oczywiste, pokazuje inny niż polski obraz uczestnictwa w dokonaniach złotej ery himalaizmu. Poza „obowiązkowym” z racji wspólnych dokonań Kurtyką i wymienianym z nazwiska Kukuczką nie ma tu polskich akcentów. To bardzo odświeżająca perspektywa. Wszystko to składa się na unikalną pozycję górską – przystępną, inspirującą i uwodzącą dzięki osobowości głównego bohatera. Ryczące ośmiotysięczniki warto przeczytać i dla niego, i dla lepszego zrozumienia samego himalaizmu.

 

Dominika Pawlikowska

 

Sprawdź także

Bernadette McDonald, Strażniczka gór | fot.: Kreatywna.pl

Panna Hawley, królowa Everestu [Bernadette McDonald: Elizabeth Hawley. Strażniczka gór]

Elizabeth Hawley miała nie tylko szczęście bycia we właściwym miejscu i właściwym czasie. Ta odważna, …