Seria niefortunnych zdarzeń Przedostatnia pułapka
Wobec świadomości konwencji dzieła i gry, jaką autor prowadzi z odbiorcami, zadanie pytania: „czy ostatecznie Seria ma dobre zakończenie? – wydaje się raczej niefortunne | fot.: Kreatywna.pl
Strona główna / Kultura / Książki / Nie czytajcie tej recenzji! Czyli o sukcesie książek z Serii Niefortunnych Zdarzeń

Nie czytajcie tej recenzji! Czyli o sukcesie książek z Serii Niefortunnych Zdarzeń

Seria Niefortunnych Zdarzeń doczekała się dwóch znanych produkcji filmowych – filmu w reżyserii Brada Silberlinga (2004) oraz serialu oferowanego przez platformę Netflix. I choć zdania na ich temat są podzielone, bezspornie wpłynęły one na rozpoznawalność małych, pięknie wydanych książeczek. Książeczek, o których jednak nie mówi się zbyt wiele. A przecież jest naprawdę o czym. Dlaczego warto sięgnąć po drukowaną wersję Serii Niefortunnych Zdarzeń? Do kogo jest skierowana i czemu trudno się od niej oderwać, mimo że namawia nas do tego sam autor?

(O) czym jest Seria Niefortunnych Zdarzeń?

Cykl 13 tomów (liczba ta nie jest przypadkowa, o czym niedługo) autorstwa Lemony’ego Snicketa – a właściwie Daniela Handlera – klasyfikowany jest jako literatura dla młodzieży. Trzeba jednak przyznać, że Seria Niefortunnych Zdarzeń już przy pierwszym zetknięciu zrywa z popularnymi wyobrażeniami na temat twórczości kierowanej do młodszego czytelnika. Na samym początku autor, przyjmujący zarazem rolę narratora, uczciwie nas ostrzega:

Jeśli szukacie opowieści ze szczęśliwym zakończeniem, poczytajcie sobie lepiej co innego. Ta książka nie tylko nie kończy się szczęśliwie, ale nawet szczęśliwie się nie zaczyna, a w środku też nie układa się za wesoło.

Czyni to zresztą przy każdej nadarzającej się okazji, na wielu stronach kolejnych tomów. I nie trzeba długo czekać na spełnienie tej obietnicy. Seria opowiada o losach rodzeństwa Baudelaire – najstarszej Wioletki, młodszego brata Klausa i Słoneczka, siostrzyczki będącej jeszcze niemowlęciem. Ich historię śledzimy od chwili, gdy do dzieci spędzających czas wolny na pobliskiej plaży przybywa pewien bankier i przekazuje im straszną wiadomość. Rodzice Baudelaire’ów zginęli tragicznie w pożarze, którego płomienie doszczętnie strawiły piękny, ciepły i rodzinny dom oraz cały porządek dotychczasowego życia. Od teraz rodzeństwo ma tylko siebie, dziedziczoną, czekającą w banku na ich pełnoletniość fortunę oraz nieustępujące nawet na krok poczucie straty i smutku. A dalej? Dalej „jest już tylko gorzej”. Baudelaire’owie trafiają do kolejnych, często ekscentrycznych opiekunów, którzy albo okazują się nieodpowiedzialni bądź zwyczajnie źli, albo też giną w przykrych okolicznościach. Jeden z nich, Hrabia Olaf – okropny człowiek i jeszcze bardziej okropny aktor – staje się głównym zagrożeniem dla dzieci. Wraz ze swą ponurą trupą teatralną nieustannie dybie na życie oraz fortunę Baudelaire’ów i dla osiągnięcia nikczemnych celów nie cofnie się przed niczym – nawet przed wrzuceniem kogoś do wody na pewne pożarcie przez pijawki. Rodzeństwo co i rusz musi gonić, uciekać, kryć się oraz stawiać czoła kolejnym, dramatycznym okolicznościom. W ciągłych sytuacjach bez wyjścia Baudelaire’owie mogą jednak polegać na swoich wrodzonych talentach. Wioletka jest znakomitym wynalazcą, Klaus uwielbia czytać książki i ma do nich fotograficzną pamięć, a Słoneczko dysponuje… bardzo ostrymi ząbkami, które nieraz okazują się zbawienne dla całej trójki.

Pomysł na całą historię opiera się na dość odważnym, a zarazem niezwykle ciekawym zamyśle, śmiało i zgrabnie łączącym tragizm z komizmem. Z jednej strony bowiem kolejne strony wydają się przesiąknięte dojmującym poczuciem smutku, żałości i niesprawiedliwości dziecięcych losów – podsycanym też przykrymi przemyśleniami autora czy nagromadzeniem odbierających nadzieję, wybitnie niefortunnych zdarzeń. Mamy grozę, realne niebezpieczeństwo i ofiary. Z drugiej zaś nie da się nie zauważyć specyficznego poczucia humoru – zarówno w warstwie narracyjnej, jak i w karykaturalnej konstrukcji bohaterów czy w samych, nierzadko absurdalnych sytuacjach, spotykających Baudelaire’ów. Królują tu groteska, gra nonsensem, mrugnięcia okiem i ślady realizmu magicznego. Całość spowija atmosfera tajemnicy, labiryntu składającego się z dziwnych miejsc, nietypowych spotkań oraz fragmentów wiadomości o ukrytej rzeczywistości, gdzie każda odpowiedź rodzi kolejne pytania. Wszystko to razem mogłoby teoretycznie okazać się wystarczającym przepisem na udany, wciągający cykl książek. Rzecz w tym jednak, że to nie wszystko. Spod grubej warstwy metafor, świadomie użytych zabiegów literackich oraz licznych tropów i intertekstów wyłania się prawdziwa istota dziwacznych zrządzeń losu, wyolbrzymień, sprzeczności. To opowieść o różnych odcieniach dzieciństwa, zarówno pogodnych, jak i ponurych. A także pytanie o granice między dzieciństwem i dorosłością. To obraz „odwróconych ról”, prowadzący do zderzenia różnych postaw, przyczyn i skutków. W nim najmłodsze, najbardziej niepozorne postacie okazują się nadspodziewanie zdolne do empatii i przenikliwego patrzenia na rzeczywistość, kierujące się rozumieniem i poszanowaniem zasad moralnych. Tymczasem osoby starsze, nierzadko zajmujące ważne, odpowiedzialne stanowiska, charakteryzują się lekkomyślnością i ograniczonym osądem zdarzeń, odsłaniają swoje słabości bądź prezentują jawną niedojrzałość. Seria Niefortunnych Zdarzeń zadaje pytania o relacje łączące tych ludzi, o brak wzajemnego zrozumienia. Pokazuje też, że sytuacje pozornie proste, zero-jedynkowe, potrafią stać się źródłem wątpliwości i trudności z dokonaniem słusznych wyborów. To opowieść skierowana do wszystkich, pomagająca młodym i dorosłym odnaleźć wspólny język, pokazująca proces dojrzewania do kolejnych wyzwań życiowych i uświadamiająca, że otaczający świat wciąż pozostaje nieoczywisty, niewyjaśniony – bez względu na to, gdzie się znajdujemy, co robimy, ile mamy lat oraz jak wiele przeczytaliśmy, widzieliśmy lub przeżyliśmy.

Między zamysłem artystycznym a strategią marketingową

Co może okazać się znakomitym sposobem na przyciągnięcie uwagi do danego tytułu? Na przykład po stokroć powtarzane słowa autora, że książka przepełniona jest przykrymi, nieznośnymi treściami i najlepiej zrobimy, gdy czym prędzej z niej zrezygnujemy. Dziś wiemy to po kompletnym wydaniu 13 tomów Serii Niefortunnych Zdarzeń. Liczne zapewnienia o smutnych i strasznych losach sierot Baudelaire, znajdujące potwierdzenie na kartach każdej z części, nie odpychają od lektury, wręcz przeciwnie. Nietypowa koncepcja jest starannie przemyślana i opracowana z dokładnością do najmniejszych, często zabawnych szczegółów – takich jak pechowa liczba tomów w serii, podział każdego z nich na 13 rozdziałów, nieprzyjemne, dwuwyrazowe tytuły (każde słowo zaczyna się na tę samą literę, np. Przykry początek, Tartak tortur, Szkodliwy szpital, Koniec Końców) czy noty wydawnicze – z jednej strony raz jeszcze, serdecznie odradzające lekturę, z drugiej… sprytnie grającej na naszej ciekawości. Zachęcanie „przez zaprzeczenie” oraz nutka tajemniczości złożyły się na znakomitą strategię marketingową, skutecznie poszerzającą coraz bardziej grono czytelników cyklu.

Ale koncept ten nie ogranicza się jedynie do jak najlepszego „sprzedania” historii rodzeństwa Baudelaire. W Serii mamy bowiem do czynienia również z innymi, interesującymi przejawami gry autora z odbiorcą, która uatrakcyjnia cały proces lektury. Jednym z nich jest fakt, że twórca stawia siebie w roli narratora opowiadań, a zarazem w jakimś stopniu uczestnika świata przedstawionego. Lemony Snicket wybiera zabiegi, które mają sugerować realne istnienie wykreowanej rzeczywistości literackiej. Mówi, że szuka informacji i prowadzi zapiski, by tragiczna, pouczająca historia bohaterskich sierot Baudelaire ujrzała światło dzienne. Z uwagi na mroczne sekrety, z jakimi przychodzi mu się mierzyć (podobnie przecież jak samym bohaterom, których tropem podąża), jest to zadanie niebezpieczne – dlatego pozostaje w ukryciu, pisze pod pseudonimem, przekazuje wydawcy swój materiał zakamuflowanymi (i bardzo dziwnymi) kanałami, zaś każde zdjęcie autora, umieszczone w książce, nie pozwala nam go zidentyfikować. Wszystko to razem tworzy fantastyczną aurę grozy, niepewności i tajemniczości. I choć jest w pełni wykreowana – chętnie poddajemy się tej konwencji.

A to nie wszystko. Narrator wielokrotnie potrafi na wcześniejszych etapach podrzucać tropy przyszłych zdarzeń i obrotów spraw (na zasadzie: „gdybym wtedy wiedział, że później będzie miało to takie znaczenie…”), czym jeszcze bardziej podsyca naszą ciekawość. Ponadto, rodzeństwo Baudelaire spotyka w tej historii… członków rodziny Lemony’ego Snicketa. Czasem pozostawiają po sobie epizodyczny, jednak jaskrawy ślad, czasem ogrywają istotniejszą rolę w akcji. Prowadzi to jednak do tego samego efektu: intrygującego zatarcia granicy między fikcją literacką, a prawdziwą rzeczywistością, powracania pytania: jak daleko sięga świat Serii Niefortunnych Zdarzeń? W opowiadaniach Snicketa nieraz mamy wrażenie, że bezpowrotnie żegnamy pewne miejsca i postacie – by w kolejnych tomach znów je spotkać, często w zaskakujących okolicznościach. Towarzyszą im również liczne nawiązania kulturowe i literackie, a także inne wskazówki – jak np. otwierająca każdą część, tajemnicza dedykacja. Wskazówki, które z jednej strony nie pozostawiają czytelnika obojętnym, z drugiej zaś – prowadzą do kolejnych sekretów i niedopowiedzeń.

Wobec świadomości konwencji dzieła i gry, jaką autor prowadzi z odbiorcami, zadanie pytania: „czy ostatecznie Seria ma dobre zakończenie? – wydaje się raczej niefortunne. Trzeba jednak przyznać, że kryje w sobie ciekawe przesłanie, wynikające może nie tyle z ostatnich kart historii (choć momentami naprawdę zaskakującymi!), co z samej drogi, jaką przebyliśmy z bohaterami przez wszystkie 13 tomów. Jednak tę tajemnicę najlepiej już odkryć podczas samodzielnej lektury.

KSA

Sprawdź także

Szymon Majewski

Szymon Majewski: Lubię bawić ludzi

Dziennikarz nie wyklucza powrotu do telewizji. Nie zamierza jednak występować w popularnych programach typu „Taniec z gwiazdami” lub …