najlepsze seriale
Oto lista 3 seriali, które naszym skromnym zdaniem są pod tym względem najlepszymi produkcjami w telewizji | fot.: Fotolia
Strona główna / Kultura / Seriale / 3 najlepsze seriale we współczesnej telewizji

3 najlepsze seriale we współczesnej telewizji

Tak zwana Złota Era telewizji rozpoczęła się na dobre kilkanaście lat temu i trwa do dzisiaj. Czytając zagraniczną publicystkę coraz częściej można się spotkać z twierdzeniem, że w dzisiejszych czasach to właśnie produkcje telewizyjne, a mówiąc dokładniej seriale, powoli zaczynają przejmować funkcje, którą dotychczas pełniła literatura. Rzeczywiście, największe zagraniczne produkcje serialowe pod względem głębi filozoficznej i psychologicznej, zawartości intelektualnej, coraz wyraźniej przyćmiewają dzieła współczesnych pisarzy.

Jeżeli chodzi o wybór najlepszych produkcji telewizyjnych w historii, to opinii jest niemal tyle samo, ile osób, które je wyrażają. Często można spotkać się z uwagami, że najlepsze seriale w historii to „Breaking Bad”, „Gra o Tron” lub „The Wire”. Oczywiście, nie można całkowicie negować, że na przykład „Breaking Bad” pod względem konstrukcji fabularnej jest arcydziełem, jednak sama konstrukcja oraz sposób prowadzenia fabuły to tylko jedno z możliwych kryteriów oceny produkcji telewizyjnych. W niniejszym rankingu postawiliśmy na inne kryterium, a mianowicie głębię i bogactwo znaczeń. Oto lista 3 seriali, które naszym skromnym zdaniem są pod tym względem najlepszymi produkcjami w telewizji.

Trzy największe seriale wszech czasów

Miejsce trzecie: „Ray Donovan”

„Ray Donovan” to produkcja znana raczej nielicznym. Pod względem popularności czy też nawet rozpoznawalności, serial ten nie może się równać nie tylko z „Breaking Bad”, ale nawet z takimi serialami, jak „Mad Men” czy „Six Feet Under”. A jednak, „Ray Donovan” to produkcja imponująca rozmachem intelektualnym, głębią psychologiczną oraz wnikliwym sportretowaniem zarówno mechanizmów rządzących ludzką psychiką, jak i relacjami międzyludzkimi.

Tytułowy Ray Donovan zajmuje się nietypowymi zadaniami: kiedy, któryś z bogatych mieszkańców Los Angeles ma problem (na przykład wypadek samochodowy pod wpływem alkoholu, budzi się z martwą kobietą u swego boku itd.), zadaniem firmy Donovana jest sprawienie, aby ów problem zniknął. Fabuła rozpoczyna się tak naprawdę w momencie, gdy do LA wraca pod 20 letnim pobycie w więzieniu ojciec Ray’a, Mickey Donovan. Z początku wydaje się, że charyzmatyczny starszy pan wrócił jedynie po to, aby zburzyć spokój rodziny Ray’a i siać destrukcję, co zawsze było jego domeną. Z czasem okazuje się jednak, że w tej historii nic tak naprawdę nie jest takie, jakie się wydaje, a sam Ray nie jest postacią jednoznaczną.

Niewątpliwą zaletą serialu jest fakt, że akcja stopniowo, dosłownie z odcinka na odcinek, nabiera tempa, odsłania kolejne wątki i pozwala spojrzeć na bohaterów z coraz to innej perspektywy. Według wielbicieli tej produkcji, każdy kolejny sezon jest lepszy od poprzedniego, jeszcze bardziej dwuznaczny, jeszcze bardziej dramatyczny i jeszcze bardziej brutalny. Niewątpliwie, „Ray Donovan” to jedna z największych produkcji w historii telewizji. W roli głównej zobaczymy Lieva Schreibera, jako jego ojciec wystąpił zaś doskonały w swej roli  Jon Voight.

Miejsce drugie: „Deadwood”

„Deadwood” to serial, który bardzo często bywa klasyfikowany jako western. To nadużycie, ponieważ typowe dla westernu są tutaj jedynie realia historyczne. W rzeczywistości jest to najwyższej próby serial dramatyczny, którego akcja dzieje się na tzw. Dzikim Zachodzie. Ktoś powiedział kiedyś, że „Deadwood” to „duch Szekspira zamknięty w ciasnym, brudnym i brutalnym światku miasteczka na Dzikim Zachodzie” i jest w tym stwierdzeniu sporo prawdy, ponieważ szekspirowskie inspiracje w „Deadwood” są bardzo wyraźne, nie tylko na poziomie zawartości intelektualnej, ale nawet w sposobie konstruowania akcji (serial jest jak gdyby podzielony na poszczególne sceny, tak jak w teatrze, zaś sceny składają się w większe całości, czyli akty).

O czym właściwie jest „Deadwood”? Na bardziej powierzchownej warstwie fabularnej, jest to produkcja opowiadająca o realiach życia na Dzikim Zachodzie, życia, które było pełne brutalności, poniżenia, wyzysku i okrucieństwa. Jednak  „Deadwood” jest o wiele bardziej uniwersalne, nie ogranicza się jedynie do przedstawienia realiów socjologicznych i psychologicznych. Z tej głębszej perspektywy, można zobaczyć, że „Deadwood” to serial o tym, co nazywamy „kondycją egzystencjalną człowieka”, tyle, że w tym wypadku-inaczej niż w wypadku dzieł powieściowych wielkich myślicieli egzystencjalnych dwudziestego stulecia- ów człowiek jest usytuowany w realiach brutalnych i poniżających, a nie w ciepłym i ostatecznie raczej przytulnym światku paryskich kawiarni dla artystycznej bohemy.

Miejsce pierwsze: „The Leftovers”

„The Leftovers” to produkcja, która w Polsce właściwie nie została nawet zauważona. Tymczasem, wystarczy przeszukać angielski lub hiszpański internet, aby przekonać się, że za granicą temu serialowi poświęcono nie tylko wiele recenzji, ale również obszernych artykułów oraz esejów, objaśniających jego niezwykle skomplikowane znaczenia, a zarazem głębokie i przenikliwe przesłanie. Nie jest to serial łatwy, raczej wymaga od widza nie tylko uwagi, ale także pewnego przygotowania intelektualnego (często można spotkać się z porównaniami „The Leftovers” to serialu „Lost”, co dobitnie świadczy o tym, jak trudna w percepcji jest ta pierwsza produkcja).

Podstawową osią fabularną „The Leftovers” jest tajemnicze zniknięcie 2% ludzkości. Może się to wydawać element z gatunku science-fiction, jednak w rzeczywistości jest to jedynie zabieg, służy twórcom do tego, aby wyostrzyć, aż do granic wytrzymałości widza, pewien podstawowy, fundamentalny wręcz rys kondycji egzystencjalnej człowieka, a mianowicie fakt, że nasze życie jest zawsze życiem wobec otchłani, i że owa otchłań jest zawsze obecna, chociaż jako gatunkowi udało się nam wykształcić różne mechanizmy, rytuały, przyzwyczajenia oraz schematy myślowe, które pozwalają o niej zapomnieć. Innymi słowy, nasze istnienie to nieustanne obcowanie ze śmiercią, z nicością, z możliwością utraty, w każdym momencie, nie tylko naszego własnego życia ale również życia naszych bliskich. Jeżeli brzmi to banalnie, to tylko dlatego, że na drodze psychologicznego samooszustwa udało się nam oswoić tę świadomość istnienia śmierci.

„The Leftovers” to przypomnienie o tym, że owa śmierć, lub lepiej powiedzieć: otchłań, nigdy nie przestaje być blisko nas, że stanowi stałe i nie dające się usunąć tło naszego życia, a w dalszej kolejności o tym, że życia bezpośrednio wobec tego tła, wobec otchłani z pełną, ostrą świadomością jej istnienia, staje się tak naprawdę nieznośne, przekracza nasze psychologiczne możliwości i prowadzi bądź do rozpaczy, szaleństwa lub maniakalnego wręcz chronienia się w różnego rodzaju intelektualnych, psychologicznych fortecach, takie jak religijność, oschły racjonalizm, psychologizm i tak dalej. W samym serialu jest to przedstawione przy pomocy metafory jaskini-schronienia. Nasze codzienne życie, tj. życie w trakcie którego udało się nam stłumić świadomość istnienia owej otchłani, jest jaskinią, schronieniem, w którym człowiek zyskuje pozorną, złudną odsłonę przed Prawdą w całej jej ostrości. Kiedy jednak owa jaskinia runęła, przestała istnieć (w realiach fabuły serialu tym zapadnięciem się jaskini jest zniknięcie 2% populacji świata, czyli zdarzenie, które nie pozwala powrócić życiu na jego dawne, „normalne” tory), ludzkość zostaje pozostawiona wobec bezlitosnej i niemożliwej do zniesienia prawdy. Co prawda, ostatni, finałowy odcinek „The Leftovers” przedstawia nieco inną perspektywę, coś co można potraktować jako ewentualną drogę wyjścia, jednak decyzja, czy owa „droga wyjścia” jest możliwa i wiarygodna, każdorazowo zależy tak naprawdę jedynie od widza. W polskiej wersji serial ma tytuł „Pozostawieni” i został oparty na książce Toma Perrotty o tym samym tytule. W roli głównej Justin Theroux, partnerują mu Liv Tyler, Christopher Eccleston czy Carrie Coon.

Z całą pewnością, niniejszy ranking nie wszystkim przypadnie do gustu. Po pierwsze dlatego, że każda ocena danego dzieła zawsze jest w ogromnej mierze subiektywna, po drugie zaś dlatego, że wszystkie trzy z powyższych seriali to produkcje niezwykle trudne, nieoczywiste i wymagające od widza niemałego wysiłku, podczas gdy często jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że akurat seriale, nawet te bardziej ambitne, wykładają widzowi całą swoją filozofię wprost, niemal podaną na talerzu.

RŁO

Sprawdź także

Peter Capaldi Doctor Who

Doctor Who: serial inny niż wszystkie

Dziś w serialu nie ma miejsca na słaby scenariusz, na nieznanych aktorów. Nie ma też …