Michelle Obama, Becoming
Michelle Obama, Becoming | fot.: Kreatywna.pl
Strona główna / Kultura / Książki / O stawaniu się: Michelle Obama, Becoming

O stawaniu się: Michelle Obama, Becoming

Autobiografia Michelle Obamy to książka wyczekiwana i łapczywie czytana na całym świecie. Przetłumaczona na 25 języków ukazała się w kilkudziesięciu krajach świata. Także w Polsce stała się swoistym wydarzeniem. Co takiego ma w sobie niedawna pierwsza dama USA, że jej wspomnienia błyskawicznie lądują w czołówce bestsellerów?

Michelle Obama, Becoming

Przełożył Dariusz Żukowski,

Wydawnictwo Agora, 2019

Od kiedy raczej niechętnie wkroczyłam w życie publiczne, wychwalano mnie jako najpotężniejszą kobietę świata i szykanowano, nazywając „wojowniczą czarną kobietą”. Miałam czasem ochotę spytać krytyków, która z tych trzech rzeczy doskwiera im najmocniej: „wojownicza”, „czarna” czy „kobieta”? [Michelle Obama, Becoming, s. 10]

Te dwa zdania zawarte w przedmowie książki Michelle Obamy najpełniej chyba podsumowują cała biografię niedawnej pierwszej damy Ameryki. Z jednej strony uwielbiana, podziwiana, samodzielna. Z drugiej: stanowiąca dla niektórych bliżej nieokreślone niebezpieczeństwo. Zbyt silna, zbyt szczera, zbyt otwarta. Żona pierwszego czarnego prezydenta USA nie jest i nie była nigdy uśmiechniętą marionetką, kobietą przy swoim mężu. W momencie, w którym może spokojnie napić się herbaty siedząc na bosaka na werandzie swojego domu, podsumowuje nie tyle etap dwóch kadencji Baracka, co własne życie i swoją drogę, którą w pewnym momencie zaczęła dzielić z przyszłym prezydentem.

Becoming. Moja historia to opowieść w trzech odsłonach. Pierwsza z nich to Moja historia czyli część poświęcona korzeniom, rodzinie, społeczności, w której wychowywała się Michelle, a także edukacji i indywidualnej karierze zawodowej.

Nasza historia to z kolei etap życia rodzinnego. Oprócz wyważonej opowieści o miłości i sielankowej wizji macierzyństwa dostajemy coś więcej. Intymny portret zwykłej kobiety, która zaciska zęby i pracuje o wiele ciężej od innych, aby jej życie ułożyło się w oczekiwany sposób. Przyznaje się do kryzysu w związku (i do terapii), otwarcie mówi o obciążeniach związanych z procedurą in vitro (zwłaszcza, kiedy przez całość przechodzi się właściwie w pojedynkę), mówi wreszcie o rodzącej się świadomości zdrowego odżywiania, która była efektem zwiększającego się ryzyka otyłości u jednej z córek. Michelle z wielkim wysiłkiem godziła ze sobą różne role, napotykała trudności, radziła sobie z samotnością w związku z człowiekiem przyćmiewającym innych. Zdaje się mówić: tak, Barack zawsze był charyzmatyczną osobowością, wydawał się stworzony do rzeczy większych, do działań doniosłych, ale ja też mam charakter, ambicję i wizję.

W tym prywatnym rozdziale dominuje szczery, spokojny ton, który skraca dystans między autorką a czytelnikiem. Nie oszukujmy się, zdania zostały wycyzelowane i sprawdzone pod kątem kreowania wizerunku, ale przecież autobiografia zawsze jest pewną formą kreacji. Urzeka tu raczej odwołanie się do wspólnego doświadczenia kobiet, bez ambicji wygładzania historii i sprzedawania dosładzanej opowieści o wspólnym życiu. Oprócz atmosfery wzajemnego zrozumienia Michelle formułuje przesłanie, które z kolei ma być źródłem inspiracji. Zna swoją wartość, mówi silnym głosem i chce porwać za sobą kobiety. Tak, bywa ciężko, ale nie warto rezygnować z siebie.

Większa historia jest konsekwencją poprzedniego rozdziału. Barack zwycięża w wyborach, a Michelle – choć ograniczona przez sztab PR-owców, wymogi bezpieczeństwa i uważne spojrzenia krytyków, którzy nie omieszkają skomentować nawet z pozoru niewinnej randki pary prezydenckiej, nadal robi swoje. Podkreśla osobiste motywacje własnych działań jako pierwszej damy i konsekwentnie realizuje wizerunek silnej kobiety, ale także pokazuje doniosłe wydarzenia od kuchni, w bardzo dużym zbliżeniu, z przymrużeniem oka, okraszając je anegdotami i rozbrajając jednocześnie ewentualny patos.

Wspomnienia Michelle Obamy czyta się świetnie. Jest szczera, ale wyważona. Inspiruje, ale nie poucza. I, co najcenniejsze, pokazuje, że imponujący etap, jakim była prezydentura jej męża, to po prostu kolejny przystanek na wspólnej drodze. Nie jest to więc historia z gatunku: jak zostałam żoną ważnego człowieka. Zamiast tego otrzymujemy opowieść o ciągłej potrzebie realizowania się, transformacji, stawianiu czoła kolejnym wyzwaniom. Uniwersalny przekaz, z którego czytelnicy na całym świecie mogą czerpać dla siebie.

Dominika Pawlikowska

Sprawdź także

Milena Rachid-Chehab, Komu bije Big Ben

Czy Jezus byłby baristą i inne wyspiarskie sprawy [Milena Rachid-Chehab, Komu bije Big Ben]

W czasach wielkiej emigracji Polaków Wyspy Brytyjskie wydawały się bliskie jak nigdy dotąd. Ci, którzy …